Znowu zaczynam to widzieć. Jakby to opisać? Przez cztery ostatnie miesiące byłam w pewnym miejscu, bez czasu i przestrzeni. Nic nie widziałam i niczego nie czułam. Tylko to miejsce, otoczone lustrami z każdej strony, tworzące sześcian, a ja tam zamknięta.
Z przodu - przyszłość <> widzę przed sobą lustrzaną ścianę, a w niej siebie. Nie widzę przyszłości. Nie widzę jutra. Niczego. Tylko moje odbicie na czarnym tle.
Z prawej i z lewej strony - teraźniejszość <> wszystko, co mnie teraz otacza. Widzę w tych lustrach siebie na tle szarych, zamazanych kształtów. Ale nie czarnych. Teraźniejszość mnie przytłacza. Niczego nie mogę dostrzec. Niczego nie widzę i nie mogę nic poczuć.
Za mną - przeszłość <> lustro, w którym widzę wyraźnie i siebie i tło. Jest białe. O czymkolwiek z przeszłości pomyślę, tam się to pojawia. Widzę wszystko. Czuję, myślę, dostrzegam, rozumiem. Z łatwością mogę przez nie przejść. Inne takie nie są. Tylko te. Innych nie mogę przekroczyć, niczego zobaczyć. Tu mogę wszystko.
Nade mną - marzenia <> lustro te jest kwadratowe. Nie widzę w nim swojego odbicia. Tylko tło. Przezroczyste, z możliwością odbijania wszystkich innych luster. Lustra się kumulują i powstaje jedna całość. Kolejne zamazane kształty sprawiają, że nic w nich nie widzę. Jest lekko uchylone. Jednak nadal jest zbyt niewyraźne, bym mogła je otworzyć jak lustro za mną, i przez nie przejść.
Pode mną - obawy <> alternatywa. Tutaj także nie widzę swojego odbicia. Tylko tło. Znowu czarne. Czarna dziura pode mną. Kumulacja alternatyw przyszłości, teraźniejszości, przeszłości i marzeń - do powstania obaw. Alternatywnej przestrzeni, zależnej od pięciu pozostałych luster. Im są one bardziej czarne, tym bardziej lustro pod moimi nogami - szóste - otwiera się, coraz łatwiej je skruszyć, bym mogła wpaść do czarnej przestrzeni. Lustra szóstego nie można zobaczyć w lustrze nade mną.
Teraz już rozumiesz. I teraz wiesz, że następnym razem mnie nie powstrzymasz, ...
Widzę, że obie boimy się luster i obie o nich napisałyśmy.
OdpowiedzUsuńOne są takie... przerażające. Można widzieć w nich to, co pewne i stałe, ale też to, co podyktuje nam Niepokój. A on jest okropny, prawda? Owinął Ci się wokół palców i wpisał między synapsy, budując mętlik. Pokazując Ci sześcian lustrzany. Ale czy nie jest on fałszywy? Tylko Ty możesz decydować o tym, co ujrzysz w przyszłości, tylko Ty decydujesz o kruchości tafli pod Tobą. Niepokój to tylko wredne stworzenie, które żyje w każdym z nas...
Cudnie, cudnie, cudnie! Poetycko! Tak trzymać. Ja chcę jeszcze : ).
Tak, nigdy nie wiadomo, co zobaczy się w lustrze. U mnie najczęściej jest to alternatywa samej siebie, bądź skumulowane, niepokojące obawy.
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz. Cenię każdy z nich, a one dodają mi sił na dalsze pisanie. Dlatego obiecuję, że będą następne ;)
Trudno się nie zgodzić. Niby spodziewasz się codzienności, bo przecież codziennie je oglądasz, a jednak... codzienność zaszyła się gdzieś daleko, za taflą, przy tlenku srebra.
UsuńPisz, pisz. Naprawdę mi się podoba. nie wiem czemu pisałaś, że mam się nie spodziewać cudów, skoro jest cudnie ; ). Weny!